2023-05-04

Vermeer i Vermeeromania 2023 – historyczka sztuki Grażyna Bastek o siedemnastowiecznym malarzu i filmie „Vermeer. Blisko mistrza”

Autorka tekstu: Grażyna Bastek

Vermeer i Vermeeromania 2023

10 lutego 2023 roku Rijksmuseum w Amsterdamie otworzyło wystawę Johannesa Vermeera van Delft. W jej tytule jest tylko nazwisko. Bez imienia i bez przywołania rodzinnego miasta artysty. Wszak Vermeer to wielka, rozpoznawalna na całym świecie marka.
Siedem lat zajęło dyrektorowi instytucji Taco Dibbitsowi i kuratorom Pieterowi Roelofsowi i Gregorowi J. M. Weberowi, przygotowanie monografii malarza. Nie tylko im, stał za nimi wielki zespół. Na sukces w muzeach pracują wszyscy – ci widoczni, i ci niewidoczni. Wszyscy stali się bohaterami dokumentalnego filmu, który powstawał podczas przygotowywania ekspozycji. „Vermeer. Blisko mistrza” to opowieść o dyrektorach, kuratorach, badaczach, ekspertach, konserwatorach, kolekcjonerach, ale przede wszystkim o entuzjastach i miłośnikach sztuki. To staromodnie brzmiące określenie świetnie oddaje klimat dokumentu. To film o miłości do sztuki.

Za kulisami wystawy
Konserwatorka z Mauritshuis, z fascynacją opowiada o dniu, w którym przygotowywaną do wyjazdu do Amsterdamu „Dziewczynę z perłą” wyjęła z ramy. Operatorzy filmu również wyczuwają wyjątkowość tych chwil, gdy mogą podejść do obrazów bardzo blisko, zobaczyć obnażone, delikatne płótno nabite na blejtram, czy pyłek kurzu zdejmowany z powierzchni miękką miotełką. Być blisko Vermeera to niebywały przywilej – szczególnie, że w kolejnych epizodach realizatorzy filmują widzów gromadzących się przed obrazami, a mikrofon nagrywa ich rozmowy: „widzisz coś?” pyta ktoś z licznej grupy, a w odpowiedzi pada krótkie: „nie”.
Reżyserka filmu i operatorzy kamer z ciekawością, niezwykle wnikliwie obserwują zespół przygotowujący wystawę. Jest ambitny dyrektor, jest kurator z talentem do negocjacji, są konserwatorki zafascynowane tym, że pod mikroskopem badają każde muśnięcie pędzla. Jest wreszcie prywatny kolekcjoner, dumny z tego, że udało mu się posiąść obraz artysty, którego dzieł nie ma już na rynku (aczkolwiek nie wszyscy uważają, że należąca do niego „Młoda kobieta siedząca przy wirginale” to „Vermeer”, ale o tym za chwilę).
Wśród licznych postaci przewijających się przez niespieszną akcję filmu jest jeden budzący największą sympatię – Gregor Weber, odchodzący niebawem na emeryturę, kurator Rijksmuseum. Historyk sztuki, który „widzi” (a to wcale nie takie oczywiste), poza tym czuje i nie wstydzi się wzruszenia. Ginący gatunek. Nie podziela odważnych ustaleń koleżanek z National Gallery of Art w Waszyngtonie, które twierdzą, że „Dziewczyna z fletem”, jak dotąd uważana za autorskie pendant do „Dziewczyny w czerwonym kapeluszu” nie jest dziełem Vermeera. Bo jeśli nie Vermeer, to kto miałby namalować ten obraz? Córka malarza Maria, o której nie wiemy nic, poza tym, że żyła? Bardzo ciekawa i intrygująca hipoteza w czasach, gdy historia sztuki potrzebuje bohaterek.
Film podejmuje wątki, które pozornie mogłyby odstraszyć szeroką publiczność. Kto bowiem, poza niewielkim gronem znawców zajmuje się tym, czy Johannes Vermeer jest autorem 35, 37, czy może 39 obrazów, rzecz jasna tych zachowanych do naszych czasów.  


Fascynujące są rozmowy Webera z Jonathanem Jansonem, malarzem, który rozumie Vermeera, ponieważ go kopiuje i podczas malowania analizuje tajniki warsztatu mistrza. To on jest autorem bijącej rekordy oglądalności strony internetowej Essential Vermeer. Podczas jednej z rozmów Weber i Janson przyznają się do niepewności dotyczącej tego, czy da się policzyć wszystkie dzieła Vermeera, wszystkie je wnikliwie przebadać i wyjaśnić ich wymowę. Każdy ma swojego Vermeera i nie dotyczy to jedynie ilości namalowanych przez niego obrazów. Dla jednych Vermeer będzie malarzem ciszy, a dla innych gwaru dochodzącego do wnętrz z ulic i podwórek. Wszak okna w jego obrazach są zazwyczaj otwarte. Dla jednych widzów relacja młodej pary jest przedstawieniem niewinnych zalotów, a dla drugich wstępem do opłaconego seksu. Vermeer gubi tropy, biada tym, którzy chcieliby czytać jego obrazy jak rebusy i widzieć w nich tylko jeden, właściwy sens.
Dokument nie wyjaśnia kim był Johannes Vermeer, zaskakująco mało jest o nim samym. To film o tym, kim dzisiaj, dla współczesnych ludzi jest wielki, siedemnastowieczny mistrz z Delft. Nazywany bywa Sfinksem, ale raczej niesłusznie – wiemy o nim więcej niż o wielu innych mistrzach dawnego malarstwa. Dla Georga Webera zagadkowość Vermeera leży nie w skromnych danych na temat jego życia lecz raczej w odnalezieniu klucza do jego kunsztu. Vermeer namalował oko „Dziewczyny czytającej list” z Rijksmusem używając wyłącznie kilku plamek w odcieniu skóry, bez kresek, a jednak widzimy jej rzęsy. Z kolei malarz Jonathan Janson zastanawia się, co się stało, że Vermeer z mało doświadczonego malarza, autora jednej sceny mitologicznej i jednej biblijnej, przeistoczył się w autora wybitnych scen rodzajowych, twórcę „mikrokosmosów w rogach pokojów”. Zmienił nie tylko tematy, ale i styl – „Nie rozumiem jego wczesnych obrazów. Są od Sasa do Lasa” – komentuje Janson.
Vermeer bywał już „lewakiem” rejestrującym społeczeństwo swoich czasów, był „abstrakcjonistą”, a już na pewno minimalistą i formalistą (zwolennicy tej tezy zapewne nie mogą przeboleć zdjęcia przemalowania z „Dziewczyny czytającej list” z Drezna), a współcześnie nieobcy jest mu feminizm. Dla organizatorów wystawy jest przede wszystkim wielkim mistrzem malarstwa.

Usprawiedliwieni i nieusprawiedliwieni
Na wypożyczenie dzieł Vermeera zgodziło się 14 muzeów i kolekcji z siedmiu krajów. Jak przyznaje Taco Dibbits, dyrektor Rijksmuseum, impulsem do zorganizowania pokazu było zamknięcie dla publiczności głównego gmachu Frick Collection przy Piątej Alej w Nowym Jorku. Zgodnie z testamentem założycieli dzieła z kolekcji nie mogą opuszczać siedziby. Ich wyjazd stał się możliwy z powodu renowacji budynku. Kolekcję przeniesiono do tymczasowej lokalizacji, a zarząd zgodził się na wyjątkowe w historii wypożyczenie aż trzech obrazów Vermeera za ocean.
W filmie „Vermeer. Blisko mistrza” pojawia się jeden z najsłynniejszych obrazów malarza – „Alegoria malarstwa”, zwany też „Sztuką malarską” z Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Nie ma go jednak na wystawie w Amsterdamie. Oficjalnie ze względu na stan zachowania. W świecie sztuki nie jest jednak tajemnicą, że austriackie muzeum obawia się roszczeń spadkobierców hrabiego Jaromira Czernina, który w 1940 roku sprzedał obraz Adolfowi Hitlerowi. Führer zapłacił za obraz całkiem sporą sumę, jednak rodzina Czerninów uważa, że była to sprzedaż wymuszona. Spadkobiercy przegrali wszystkie procesy z rządem austriackim (ostatni w 2011 roku), ostrożność nakazuje jednak nie wywozić spornych dzieł za granicę, bo tam mogą zostać zabezpieczone i poddane kolejnym procesom.
Z Luwru nie przyjechał do Amsterdamu „Astronom”, który stanowi ciekawe pendant do „Geografa” ze Städel Museum we Frankfurcie. Paryskie muzeum wybrało innego beneficjenta – dzieło wypożyczono do Luwr Abu Dhabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, niewątpliwie za solidną opłatą i jako część umowy pomiędzy dwoma Luwrami.
To, że na wystawie nie udało się zgromadzić „wszystkich Vermeerów” wynika z wielu czynników. Należą do nich zapisy testamentowe zakazujące opuszczania rodzimych kolekcji (to był powód, dla którego Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku nie wypożyczyło pięciu Vermeerów lecz dwa; jeden z obrazów „Dziewczyna z dzbanem” nie wyjechał z powodów konserwatorskich). Czasem to stan zachowania delikatnych, starych płócien i deseczek powoduje to, że dzieła sztuki nie podróżują. Niekiedy zaś stoi za tym polityka muzeów. W jednej ze scen „Vermeer. Blisko mistrza” zarejestrowana jest ciekawa rozmowa pomiędzy kuratorem amsterdamskiej wystawy, a kuratorką muzeum w Brunszwiku, która argumentowała odmowę wypożyczenia „Dziewczyny z kieliszkiem wina” dobrem miejscowych maturzystów. Na nic się zdały zapewnienia Webera, że zorganizują wycieczkę 500 uczniów do Holandii. Jak widać negocjacje pomiędzy wielkimi muzeami mogą niekiedy przybierać groteskowy ton. A negocjacji jest w filmie dużo. Wymagają dyplomacji i ekwilibrystyki.
Największym nieobecnym w Amsterdamie jest jednak „Koncert” skradziony w 1990 roku z Isabella Steward Gardner Muzeum w Bostonie.  Za informację pomocną w odzyskaniu 13 skradzionych wówczas obiektów kusi 10 milionów dolarów, jednak w muzeum nadal czekają na zaginione obrazy puste ramy. Bostońska mafia przestrzega omerty.

Vermeer i inni mistrzowie
W 2017 roku trzy światowe muzea: paryski Luwr, dublińska Galeria Narodowa oraz National Gallery of Art w Waszyngtonie, zorganizowały wystawę „Vermeer i mistrzowie malarstwa rodzajowego”. Obrazy w trzech muzeach zawieszono według tego samego klucza. Tematy, popularne wśród holenderskich mistrzów siedemnastowiecznego malarstwa rodzajowego pogrupowano, a obrazy Vermeera wmieszane zostały pomiędzy dzieła ukazujące pisanie, czytanie i dostarczanie listów, toalety młodych dam, sceny zalotów, muzykowanie, przedstawienia uczonych. I chociaż Vermeer nie wymyślił żadnego z tych tematów, to w każdej z grup dzieła mistrza z Delft wybijały się malarską jakością, niezwykle subtelnym oddaniem niuansów oświetlenia. Nie oznacza to, że koledzy Vermeera nie byli mistrzami w swoim fachu, żaden z nich jednak nie malował aż tak uważnie, zwracając uwagę na refleksy, barwę światła, drganie powietrza. „Kobieta skąpana jest w świetle” – mówi o „Dziewczynie stojącej przy wirginale” z National Gallery w Londynie Georg Weber – „a cienie mają idealną barwę (…). Vermeer maluje cienie kolorem, wie, że ciepłe żółte światło, rzuca chłodny, niebieski cień”.
Kuratorzy amsterdamskiej wystawy są pewni, że Vermeer obserwował malowane przez siebie wnętrza i postaci za pomocą camera obscura. Jednak nie po to, aby przerysowywać, to, co w niej wnętrzu widział, jak to robili weneccy wedutyści lecz aby uchwycić grę światła, a także różnice w ostrości poszczególnych planów. Być może dzięki camera obscura Vermeer zauważył, że jeśli okno ma kilka szybek, to wisząca na nim zasłonka rzuci nie jeden, a kilka cieni, które w dodatku delikatnie będą się różnić od siebie walorem i tonacją. W ostatnich minutach dokumentu przez camera oscura operatorzy rejestrowali montaż wystawy. W wielu scenach obraz jest rozmyty i nieostry. Współczesne kamery naśladowały to, co Vermeer widział poprzez swoją.
Zrekonstruowaną camera obscura bawi się na filmie również Gregor Weber, zmieniając obserwowany fragment rzeczywistości w rozmyty, malarski motyw. Czyż nie to samo robił Vermeer przekształcający proste kuchnie, albo ostentacyjnie bogate wnętrza w tajemniczy, nastrojowy, a przede wszystkim malowniczy świat? Co jest wzniosłego w scenie, w której dziewczyna dostaje kolejny list miłosny i nie wie, co zrobić z nadmiarem adoratorów? Co wyróżnia kobietę przygotowująca się do ważenia kosztowności, od innych zaradnych holenderskich gospodyń? A co pociąga nas w muzykujących dziewczynach, które kuszą niewidocznych kawalerów do podjęcia zalotów, albo w upajanych winem rezydentkach domów publicznych? Odpowiedź jest prosta – to, jak je zobaczył i namalował wielki mistrz z Delft. Dobrze, że znajdował czas na malowanie, pomiędzy innymi zajęciami i zarabianiem na utrzymanie żony i czternaściorga dzieci.

Co wiemy o Johannesie Vermeerze?
Malarz urodził się w 1632 roku w Delft. Był synem Digny Baltens i Reijniera Janszoona Vosa. Jego ojciec prowadził gospodę o nazwie Mechelen, handlował również dziełami sztuki. Johannes jako chłopak rozpoczął naukę w warsztacie jednego z holenderskich mistrzów, nie wiadomo jednak, w jakim mieście, i kto był jego nauczycielem. W 1653 roku przyjęto go do gildii św. Łukasza w rodzinnym Delft. Należy przypuszczać, że zyskał uznanie wśród miejscowych malarzy, skoro aż czterokrotnie wybrano go na zwierzchnika cechu.
1653 rok był w dwójnasób ważny w życiu malarza, rozpoczął karierę jako mistrz malarstwa i ożenił się. Jego wybranką była córka zamożnej katoliczki – Catharina Bolenes. Być może z okazji ślubu dokonał konwersji na katolicyzm. Johannes i Catharina mieli czternaścioro dzieci, aczkolwiek czworo zmarło w niemowlęctwie.
Na utrzymanie rodziny Vermeer zarabiał nie tylko malowaniem, dorabiał jako rzeczoznawca, sprzedawał dzieła sztuki i zarządzał gospodą, którą odziedziczył po ojcu. Rodzinie nie wiodło się najlepiej, niejednokrotnie wspomagała ją matka Cathariny – Maria Thins.
Prawdziwy krach rozpoczął się w 1672 roku, podczas wojny Republiki Siedmiu Zjednoczonych Prowincji z Anglią i innymi krajami. Był to czas kryzysu ekonomicznego i wielu bankructw. Dotknął on również rodzinę Vermeera. Malarz zmarł w 1675 roku, bo być może podupadł na zdrowiu w obliczu upadłości. Po jego śmierci, żona, która pozostała z dziesięciorgiem dzieci, wyprzedawała majątek i spłacała wierzycieli.

Odkrycie mistrza
Cieszący się sporym szacunkiem i uznaniem malarz został niebawem zapomniany. Jego odkrycie zawdzięczamy pisarzom i krytykom sztuki z XIX stulecia i początku XX wieku. Jednym z nich był pierwszy monografista artysty Théophile Thoré-Bürger, a drugim Marcel Proust, który w piątym tomie „W poszukiwaniu straconego czasu” opisał „Widok Delft”. To przed tym dziełem bohater powieści krytyk Bergotte rozpacza, aczkolwiek w zachwycie: „Tak powinienem był pisać. (...) Moje ostatnie książki są za suche; trzeba było je pociągnąć kilka razy farbą, uczynić każde zdanie cennym samo w sobie, jak ten fragment żółtej ściany".
Ważniejsze wydaje się jednak inne pytanie, nie to, którą ścianę lub dach opisał Proust, ale dlaczego pod wpływem obrazu Vermeera krytyk Bergotte się załamał. Czyżby zrozumiał, że powinien pisać tak, jak maluje Vermeer? Dostrzec świat i jego urodę, a następnie w prostej, ale pełnej czułości i uważności formule, zamienić swe obserwacje w poetyckie wyobrażenie, w unikalne dzieło sztuki.

Johannes Vermeer potrafi wzruszać. Na początku filmu Georg Weber przestaje mówić, pod wpływem ściskającego mu gardło wspomnienia. Jego przygoda z Vermeerem zaczęła się, gdy podczas szkolnej wycieczki zobaczył w Londynie dwie Vermeerowskie dziewczyny – jedną stojącą, a drugą siedzącą przy wirginale. Łez nie ukrywa też Jonathan Janson.
„Tak powinienem pisać” – powiedział w powieści Prousta Bergotte. „Tak powinniśmy patrzeć” – zdają się przekonywać Georg Weber, Jonathan Janson i twórcy niezwykłego filmu o Vermeerze z Delft.  
„Dobra wystawa powinna porywać” – mówi Weber – „sprawić, że spojrzysz na świat innym okiem”. A zatem spójrzmy na świat oczami Johannesa Vermeera. Tę grę podejmują operatorzy filmu, kręcąc amfilady we wnętrzach holenderskich domów, filmując światło wpadające do nich przez witraże i stojących przy oknach bohaterów filmu, ustawionych tak, jak postaci z obrazów Vermeera.

Vermeer w Amsterdamie,  Delft i Hadze
Bilety na wystawę Johannesa Vermeera zostały wyprzedane kilka dni po jej otwarciu. To niewątpliwie wystawa roku, o ile nie całej dekady. Ponowne zebranie 27 z 37 przypisywanych dzisiaj mistrzowi dzieł nie będzie łatwe. Zorganizowanie takiej ekspozycji to lata przygotowań, negocjacji zarówno z właścicielami, jak i sponsorami, a także z firmami ubezpieczeniowymi. Pandemia i wojna w Ukrainie z pewnością utrudniła rozmowy i zapewne znacznie zwiększyła koszt ubezpieczenia wypożyczonych dzieł.
Poprzednia, tak duża ekspozycja, dzieł Johannesa Vermeera była współorganizowana przez dwie wielkie instytucje – Mauritshuis w Hadze i National Gallery of Art w Waszyngtonie. Pokaz w Hadze w 1995 i Waszyngtonie w 1996 roku zgromadził 21 obrazów artysty i całkiem sporą publiczność. Strona National Gallery of Art podaje, że wystawę zwiedziło 327 551 osób. Tegoroczny pokaz pobije ten rekord. Już sprzedano 450 000 biletów w przedsprzedaży, ale Rijksmuseum zwiększyło godziny otwarcia muzeum i zostawia codziennie pulę biletów dla nielicznych szczęśliwców. Pozostałym e-Bay i inne internetowe aukcje oferują wejściówki po paserskich cenach. Na ostateczny bilans wejść trzeba poczekać do zamknięcia wystawy w czerwcu. Ciekawe, czy Rijksmuseum przyzna się do tego, ile kosztowało zorganizowanie ekspozycji, a jakie przyniosła ona zyski. Póki co, można przemnożyć 450 000 przez 30 (30 euro to cena biletu), a to i tak tylko częściowy zysk, bo ileż jest w muzealnym sklepiku pamiątek!
Ekspozycje związane z Vermeerem i jego czasami oferują też inne, holenderskie muzea. W Prinsenhof Museum w rodzinnym mieście malarza otwarto wystawę „Delft Vermeera”, złożoną z dzieł innych malarzy z jego środowiska i opowiadającą o miejscowej, siedemnastowiecznej społeczności. Ekspozycje wypełniają rekwizyty przypominające te z obrazów mistrza – mapy, dywany, meble oraz miejscowa i importowana z Azji porcelana, są także dokumenty z własnoręcznymi podpisami malarza.
Do Mauritshuis w Hadze wróciła już „Dziewczyna z perłą”, wypożyczona tylko na początek amsterdamskiego pokazu. Świetny, marketingowy chwyt, mało kto nie pojedzie teraz z Amsterdamu do Hagi, aby zobaczyć słynną Vermeerowską dziewczynę i jej wykonaną ze szkła fałszywą perłę, szczególnie, jeśli przybył „na Vermeera” z zagranicy. Przy okazji Muzeum oferuje inny, ciekawy pokaz – „Vrel. Prekursor Vermeera” (16 luty – 29 maja 2023). To zapomniany malarz, tworzący nieco wcześniej niż Johannes Vermeer, autor widoków miast i wnętrz mieszczańskich domów. W dodatku obaj malarze mają te same inicjały „JV”, autorstwo ich dzieł bywało dawniej mylone.