2026-01-30

O miłości, wątpliwości, ojcostwie. Paolo Sorrentino opowiada, czym dla niego jest „La Grazia”. Film w kinach od 6 lutego i przedpremierowo

la-grazia-4x5.jpg

Laureat Oscara Paolo Sorrentino powraca. Reżyser „Wielkiego piękna” i „Młodości” zapytany o czym jest jego najnowszy film, nie poprzestaje na jednej odpowiedzi. – O miłości, wątpliwości, odpowiedzialności, ojcostwie i moralnym dylemacie – wymienia reżyser. Przeczytaj więcej o spojrzeniu Sorrentino na „La Grazię” i granego przez Toniego Servillo (nagroda aktorska MFF w Wenecji) prezydenta Mariano De Santisa, a także o czerpaniu inspiracji z kina... Krzysztofa Kieślowskiego.  

„La Grazia” w kinach od 6 lutego i przedpremierowo w kinach studyjnych i sieci Cinema City!

„La Grazia” to film o miłości.
O sile, która nigdy się nie wyczerpuje – tej samej, która rodzi wątpliwości, zazdrość, czułość i wzruszenie. Sile, która pozwala lepiej rozumieć życie i uczy odpowiedzialności.
Miłość, wraz z całą swoją złożonością, oglądamy tu oczami Mariano De Santisa – prezydenta Republiki Włoch, postaci fikcyjnej, ale boleśnie wiarygodnej. Mężczyzny, który kocha żonę, której już nie ma; kocha córkę i syna wraz z dzielącymi ich różnicami pokoleniowymi; kocha prawo, któremu poświęcił całe zawodowe życie. Za poważnym i surowym wizerunkiem kryje się w nim człowiek pełen miłości.

„La Grazia” to także film o wątpliwości.
O jej znaczeniu i konieczności – szczególnie w polityce, zwłaszcza dziś. W świecie, w którym zbyt wielu polityków prezentuje się z gotowym zestawem „niepodważalnych prawd”, prowadzących jedynie do konfliktów, napięć i społecznego zmęczenia. Mariano De Santis nie boi się wątpliwości. To one nadają mu kierunek.

„La Grazia” to film o odpowiedzialności.
O wartości, która powinna dotyczyć nas wszystkich, lecz w sposób szczególny powinna charakteryzować każdego polityka – osobę reprezentującą innych i podejmującą decyzje w ich imieniu. Dziś odpowiedzialność często ustępuje miejsca pustym gestom, pokazom siły i politycznemu teatrzykowi – kosztownemu, a czasem po prostu niebezpiecznemu. Mariano De Santis jest człowiekiem odpowiedzialnym.

„La Grazia” to film o ojcostwie.
Czy polityk może naprawdę zasługiwać na to miano, jeśli nie jest figurą spokojnego, stabilnego i silnego ojca? Jeśli zamiast tego zakłada kostium wiecznie zbuntowanego syna – tak chętnie noszony przez niektórych współczesnych polityków? Mariano De Santis jest ojcem mądrym i świadomym. A jako człowiek inteligentny i zdolny do wątpienia, wie też, kiedy trzeba ponownie stać się synem. Gdy wiek daje o sobie znać, a teraźniejszość zaczyna wymykać się zrozumieniu, zamiast nią gardzić lub uciekać w jałową nostalgię, wsłuchuje się w głos teraźniejszości – poprzez swoje dzieci, które lepiej rozumieją otaczający świat. Słucha ich i ufa im. Mariano De Santis jest świetnym ojcem.

„La Grazia” to film o moralnym dylemacie.
Czy udzielić łaski dwóm osobom, które dopuściły się zabójstwa, ale w okolicznościach być może zasługujących na przebaczenie? Czy jako katolik podpisać trudną ustawę o eutanazji, czy może odmówić? Jako młody człowiek byłem olśniony „Dekalogiem” Krzysztofa Kieślowskiego – arcydziełem w całości poświęconym dylematom moralnym. Najbardziej fascynującą z możliwych opowieści. Bardziej wciągającą niż najlepszy thriller. Nie sądzę, bym choćby zbliżył się do poziomu geniuszu Kieślowskiego ani do głębi, z jaką podejmował on kwestie etyczne. A jednak poczułem potrzebę zmierzenia się z nimi – dziś, w czasach, gdy etyka bywa traktowana jak dodatek: opcjonalna, rozmyta, niejasna, przywoływana głównie instrumentalnie. Etyka to sprawa poważna. To ona podtrzymuje świat. A Mariano De Santis jest człowiekiem etycznym i poważnym.

la-grazia-4x5.jpg